“Szpital” w domu
Ostatnie półtora tygodnia spędziliśmy walcząc z “epidemią” zapalenia gardła, jaka zapanowała w naszej rodzinie. Najpierw zachorował Marcin i początkowo liczył na to, że wystarczy mu kilka dni, żeby wydobrzeć. Ale okazało się, że była to jakaś paskudna infekcja, z bólami wszelkiego rodzaju, kaszlem i fatalnym samopoczuciem, które z dnia na dzień było coraz gorsze. W końcu konieczny był antybiotyk. Potem zaczęła pokasływać Bianka, a zaraz za nią nasz najstarszy syn Nikodem, który miał 38 stopni gorączki i też wylądował w łóżku. Daniel choć był u babci, zachorował tego samego dnia, co Bianka i tak to choroba zmogła wszystkich oprócz Dagmary.
To był naprawdę ciężki czas. Najbardziej martwiła nas choroba Bianki, bo jej odporność po przebytym leczeniu szpitalnym jest nie najlepsza. Przy jej problemach z przełykaniem śliny, infekcja gardła groziła zapaleniem oskrzeli, a potem płuc. Bianka strasznie kaszlała, aż nie mogła złapać powietrza, do tego miała wysoką gorączkę, wymiotowała, nie chciała jeść, a nawet pić. Lekarka od razu przepisała antybiotyk, a widząc tak ostrą infekcję dała nam do zrozumienia, że musimy być bardzo czujni, gdyby było gorzej, bo wtedy trzeba szybko jechać do szpitala. Chwilami naprawdę nie wiedzieliśmy co robić, bo z jednej strony lepiej chorować w domu, a z drugiej strony baliśmy się, że nasza córeczka mogłaby się np. odwodnić. Widzieliśmy, że Bianka była bardzo słaba i rozpalona, ciężko oddychała i od niejedzenia schudła. Przestała “gadać”, a tylko pojękiwała, bo pewnie ją też wszystko bolało. Była taka biedna…
Bianeczka jest chora – z kompresem
nasza córeczka zeszczuplała na buzi
Czuliśmy się tacy bezsilni… wszystkie bieżące sprawy zeszły na dalszy plan, terminy wizyt lekarskich i rehabilitacji zostały odwołane, plany częstszych kontaktów z Danielem oddaliły się, na leki wydaliśmy dużo pieniędzy. Przez chorobę musieliśmy przełożyć zaplanowane na niedzielę błogosławieństwo naszych bliźniąt. Nie mieliśmy kontaktu z ludźmi ze zboru (każdy zaganiany przed świętami), nie mieliśmy siły pisać nic na stronie, w perspektywie były święta w szpitalu (???) gdyby z Bianką było gorzej, a złe samopoczucie fizyczne dopełniało reszty całej życiowej beznadziei. Czuliśmy się jakoś zepchnięci na margines życia z chorobą, której nie potrafiliśmy sobie poradzić.
To była jakaś kolejna próba. Kiedy wszystko układa się fajnie to łatwo jest ufać Bogu, cieszyć się życiem i uśmiechać się do ludzi, ale kiedy tak źle się dzieje wokoło i wcale się nie ma na to wpływu, to człowiek zaczyna się podłamywać. Codziennie wołaliśmy do Boga o to, aby On się dotknął tej sytuacji. Czuliśmy, że ta cała choroba to jakaś totalny duchowy atak, a my czuliśmy się tacy słabi… Dzięki Bogu przetrwaliśmy i już wszyscy jesteśmy zdrowi, a konkluzja to: lepszy “szpital” w domu niż “dom” w szpitalu
głowa domu choruje
Nikodem też chory
Ostatnio coraz częściej słyszymy o różnych doświadczeniach, jakie spotykają chrześcijan – to fakt, żyjemy w czasie łaski kiedy można przyjąć zbawienie za darmo. Ale czas łaski się kończy i to widać właśnie po różnego rodzaju trudnościach, które przychodzą do życia wierzących. Często myślimy: “mnie to nie spotka”, “jakoś przeżyję czas swego życia”, ale im bardziej przybliża się czas powtórnego przyjścia Jezusa Chrystusa tym bardziej okazuje się, że znaków czasu jest coraz więcej. Jednym z nich jest to, że szatan jeszcze bardziej wysila się, żeby ci, którzy należą do Chrystusa nie mieli lekkiego życia, bo wtedy łatwiej o zwątpienie i załamanie wiary. Jezus mówi: “A gdy się to zacznie dziać wyprostujcie się i podnieście głowy swoje, gdyż zbliża się odkupienie wasze” (Łk 21,28) PAN JEST BLISKO !
Zapraszamy do komentowania artykułu, oraz wpisywania się do Księgi Gości.
Więcej filmów na naszym kanale YouTube
“I żaden mieszkaniec nie powie: Jestem chory. Lud, który w nim mieszka, dostąpi odpuszczenia winy.”
Izaj 33:24